Pokazywanie postów oznaczonych etykietą __WYSTAWY_. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą __WYSTAWY_. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 kwietnia 2012

Aneta znowu na afiszu

20 kwietnia w szacownej Staatliche Kunsthalle w Karlsruhe zostanie otwarta wystawa "Deja-vu? Die Kunst der Wiederholung von Durer bis YouTube", czyli Sztuka Powtórzenia od Durera do YouTube. Przy takiej okazji nie mogło zabraknąć projektu "Untitled Film Stills" Anety Grzeszykowskiej, który w Karlsruhe będzie reprezentowany kilkoma fotografiami z cyklu, ale też reprodukcją na froncie zaproszenia i folderu wystawy!
Muzealnej ekspozycji towarzyszy sympozjum i obszerna publikacja, w której Aneta dzieli rozkładówkę z bohaterką swojej pracy - Cindy Sherman.

Tego samego dnia - 20 kwietnia, w lubianym przez wszystkich białostockim Arsenale - otwarcie wystawy indywidualnej Anety "Anagramy", na której swoją premierę będzie miała najnowsza praca filmowa artystki "At Land" czyli udźwiękowiona wersja klasycznego, surrealistycznego filmu Mayi Deren pod tym samym tytułem. Również w Białymstoku po raz pierwszy na galeryjnej ścianie poruszające "Dziury", którzy dociekliwi (i pełnoletni) fani sztuki filmowej mogą już znać ze wspaniałej, pomnikowej Filmoteki MSN.
A dzień wcześniej, 19 kwietnia, w paryskim Palais de Tokyo odbędzie się otwarcie La Triennale - głównej wystawy francuskiego sezonu wystawienniczego, kuratorowanej przez zespół pod kierunkiem Okwui Enwezora. Tu Aneta, jako jedyna obok Konrada Smoleńskieg, reprezentantka pięknego, nadwiślańskiego kraju, pokaże jeden ze swych klasycznych "czarnych" filmów - "Headache".

A to jeszcze nie koniec, a właściwie przygrywka do najważniejszego - już w najbliższy, poświąteczny wtorek, 10 kwietnia, w Rastrze otwarcie wystawy Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi "Archiwum prywatne", na której ujrzymy sztukę i życie Anety od innej niż dotychczas strony - zza kulis. Ponad 100 fotografii przeniesie nas w specyficzną przestrzeń na styku tego co prywatne i "artystyczne". Poniżej jedno tylko zdjęcie, bo chyba zachęcać specjalnie nie trzeba???

sobota, 24 marca 2012

Obrazy z Rastra w kolekcji Marxa w Szczecinie.

W Muzeum Narodowym w Szczecinie trwa wystawa malarstwa amerykańskiego i europejskiego ze zbiorów niemieckiego kolekcjonera Ericha Marxa (ich siedzibą na co dzień jest berlińskie muzeum Hamburger Bahnhof). Pokaz ma istotny polski wątek, są nim m.in. prace Rafała Bujnowskiego, Zbyszka Rogalskiego i Wilhelma Sasnala. Jak to się mówi: żyjemy w ciekawych czasach, sztuka z Polski rozlała się po świecie, po prywatnych i publicznych kolekcjach stając się częścią... hmm... światowego dziedzictwa. Można też podejść do tego w sposób bardziej przyziemny i rozważyć wizytę w Szczecinie, miasto zdecydowanie niedoceniane, do którego podróż pociągiem z Warszawy trwa obecnie, dzięki zabiegom PKP, krócej niż do Gdańska. Wystawie towarzyszy katalog, a także filmik promocyjny, w którym występuje m.in. sam Erich Marx.

czwartek, 22 marca 2012

Przemek Matecki prezentuje: Witryna z Eugene Delacroix

  
Witryna na warszawskim placu Konstytucji szczęśliwie znowu odżywa. I to za sprawą nie byle kogo, bo samego Eugene Delacroix. "Usiądźcie" - zachęca twórca pokazu Przemek Matecki, proponując sytuację stricte teatralną. Przy stole dwa krzesła, na jednym wielki obraz podle dzieła francuskiego mistrza, drugie wolne, do wzięcia. Według planu, usytuowanie mebli w witrynie ma się zmieniać, co widać już na poniższych zdjęciach próbnych z montażu wystawy.
 
 
 
Duch Delacroix nie opuszcza ostatnio pracowni Mateckiego. Powstało właśnie kilka porywających obrazów wg kompozycji francuskiego romantyka w tym również ten prezentowany w Witrynie. To prace zupełnie inaczej rozpływające się w oczach niż dotychczasowe. Uspokojone faktury i refleksyjnie rozprowadzone, leniwe plamy koloru. Powrót figur, raczej zjaw o plastelinowych ciałach skonfrontowanych z równie abstrakcyjnymi sylwetkami wyciętymi z kolorowych magazynów. Świetna dawka nowych wrażeń dla schłodzonych zimą umysłów. Usiądźcie, popatrzcie, pomyślcie.
 
Zdjęcia dzięki uprzejmości Witryny

Bogacka w Legnicy i w Rastrze!

Oj, dawno się już nie było w Legnicy... Pamiętam niegdyś, za czasów kiedy miesięcznik "Art & Business" był w rękach pierwszej, jakże niewinnej z dzisiejszej perspektywy, generacji entuzjastów sztuki i rynku, jeździłem tam jako przedstawiciel redakcji na obrady jury konkursów "Promocje" dla świeżo dyplomowanych malarzy. Było to dawno, pamiętam, że laureatem jednej z edycji został wówczas Dominik Lejman, który też, przy innej okazji, zapoznał mnie z młodą warszawską malarką Agatą Bogacką. Teraz, chociaż bez związku z "Art & Business" i bez związku z Lejmanem, Agata doczekała się miłego zaproszenia z Galerii Sztuki w Legnicy i trwa tam właśnie jej indywidualna wystawa z pracami z ostatnich paru lat. Zachęcam do obejrzenia wdzięcznej fotorelacji z wernisażu. Osoby nieznoszące kompromisów zainteresuje natomiast wiadomość, że wystawa trwa do 15 kwietnia. Polecam!

Tymczasem w Rastrze prezentujemy kameralny wybór prac Agaty, w tym dwa premierowe obrazy, kameralne w skali i bogate w historię, sięgającą jeszcze czasów studiów Agaty na warszawskiej ASP. Malowała wówczas w ramach zajęć martwą naturę ze szklanymi syfonami, która teraz niepostrzeżenie zamieniła się widok dymiącej latarni morskiej w Sopocie. I bardziej ogólnie - Agata eksploruje coraz mniej oczywiste konwencje malarskie i estetyczne, coś tu się rodzi zupełnie od nowa... Chętnie oprowadzę zainteresowanych!

poniedziałek, 19 marca 2012

Michał Budny w Wilnie - autorskie oprowadzanie

Dziesięć dni temu w wileńskiej Narodowej Galerii Sztuki została otwarta wystawa indywidualna Michała Budnego "Big Country". To kolejna po ubiegłorocznej wystawie w Stuttgarcie ekspozycja muzealna Michała. Z tej okazji artysta przerwał zwyczajowe milczenie i przesłał obszerny tekst, autorski przewodnik po wystawie. Z uwagi na wyjątkowy charakter wypowiedzi publikuję go poniżej w całości.

Prace jakie wybrałem na tę okazję pochodzą z ostatnich 4 lat. Dobrałem je według pewnego klucza jakim jest wewnętrzne życie człowieka i jego Ojczyzna. Ojczyzna rozumiana jako terytorium mentalne, a nie fizyczne. Ojczyzna jako tożsamość, poczucie lub jego brak, terytorium poszukiwań,chęci określenia swoich postaw.
 
Na parterze galerii pierwszą pracą na jaką natrafia widz jest "Archiwum" (2009). W monumentalnej przestrzeni galerii, wśród zdecydowanych rytmów pionów i poziomów wnętrza leżą dwa ciężkie bloki w pozycji jakby przypadkowej przypominające przewrócone kolumny lub zapory zakłócające wydźwięk architektury galerii. "Archiwum" to na pewno praca negatywna, przedstawiająca nieczytelne zbiory. Są one uporządkowane, ale tylko ich powierzchowność może na nas zadziałać i to w sposób jedynie taki, na jaki nas stać - dzięki temu co sami mamy w sobie, jaką wiedzę lub jej brak, jaki stosunek do przeszłości i zamierzenia wobec przyszłości.
Pracy "Archiwum", towarzyszy przy końcu sali praca "Lustro" - to też swego rodzaju praca nieczytelna dla wielu przeglądających się w nim. Praca jest delikatna i krucha jednak napięta papierowa płaszczyzna na drewnianym szkielecie błyszczy i lśni śmiało z mocą kryształowej tafli.
 
W dalszej części ekspozycji, na jednym z wyższych pięter, wystawa ma swoja kontynuację. Od samego wejścia do sali natychmiast działa swoisty krajobraz dwóch rozległych instalacji. Na pierwszym planie, ułożona przy stopach, zagradzająca przejście "Przepaść". Za nią na wysokości wzroku widać perspektywę pracy "Big Country".
 

"Przepaść" jest potraktowana przewrotnie, zamiast naturalnej głębokości unosi się ona ponad ziemią niczym kładka nad ciemną, przepastną treścią pracy.
O pracy "Big Country" myślę często jako o Konstrukcji Ciężkiego Spokoju mając na myśli okupienie spokoju i lekkości wiecznym wysiłkiem i zapobieganiem, działających na siebie sil. Praca zgrabnie zainstalowana w rogu sali unosi się wysoko nad podłogą podtrzymywana jakby jednym cienkim promieniem (to nie tylko element techniczny!). Naturalne promienie oświetlenia, odbijające się od błyszczącego i śliskiego drewna powierzchni pracy budują niedookreśloną część "Wielkiego Kraju". Całość zbudowana z ciężkich, konkretnych materiałów, których dobór w najmniejszym szczególe nie jest przypadkowy: drewniana konstrukcja, laminowana płyta, lakierowana sklejka i łączenie tych materiałów na śruby i rzepy jako konieczna obecność "czegoś niepoważnego" dla powstania "czegoś poważnego". Praca wciąż pracuje, jej konstrukcja deformuje się krzywi jak ciało, materiały zmieniają barwę z czasem.
 
Tym dwóm pracom towarzyszą jeszcze dwie, które nie od razu stają się widoczne w towarzystwie tych pierwszych: "Kosmos" (2010), której nieprzypadkowa skala pokazuje wagę tematu wobec spraw ziemskich. I praca niemal zupełnie przezroczysta, "Bez tytułu" (2011) powstała bezpośrednio na ścianie, wyklejona z taśmy, która tworzy plamę jak dwuznaczny znak: po tym co było tu wcześniej lub która zapowiada to co dopiero będzie, powstaje.
 
Na koniec efektowna fotografia wernisażowa, od lewej: kuratorka wystawy Eglė Mikalajūnė, dyrektorka Instytutu Polskiego w Wilnie Małgorzata Kasner, Michał Budny, główna kuratorka Narodowej Galerii Sztuki Lolita  Jablonskienė. 

piątek, 16 grudnia 2011

Panorama zielonogórska Rafała Bujnowskiego

 
Kilka godzin temu została otwarta szczególna wystawa Rafała Bujnowskiego w legendarnej galerii BWA w Zielonej Górze. Wyjątkowość tego projektu tkwi w fakcie, że składa się on z jednej tylko pracy - jednego obrazu namalowanego przez Rafała w galerii na kilkadziesiąt godzin przed wernisażem. To zarazem największy obraz jaki kiedykolwiek Rafał namalował na płótnie. Praca zapierająca dech w piersiach, czy też po prostu - jak mówią ci, którzy już widzieli na żywo - piękna. To ponad pięciometrowej długości panorama - minimalistyczny pejzaż precyzyjnie skomponowany i skonstruowany, igrający ze światłem i przechadzającymi się wzdłuż niego widzami. Uwaga, ta wystawa trwa tylko do 1 stycznia!

środa, 7 grudnia 2011

Radykalne zakończenie idei stoiska targowego

 
Pośród wielu niezwykłych zdarzeń artystycznych, w które byli w listopadzie zamieszani nasi artyści, jednym z najbardziej wyrazistych był udział Michała Budnego w targach Artissima w Turynie. Nie tyle sam udział, ale jego forma - instalacja zaprojektowana specjalnie na tę okazję. Na zaproszenie galerii Naechst St. Stephan z Wiednia i Johnen z Berlina Michał zrealizował jedną tylko pracę, skutecznie za to rozwiewającą wszelkie kompromisy. Instalacja "Big Country" (lub roboczo - konstrukcja ciężkiego spokoju) przemienia stoisko i całą targową architekturę w abstrakcyjną strukturę całkowicie zrywającą z konwencją targowych prezentacji i komercyjnej choreografii odgrywanej przez galerzystów, kolekcjonerów i publiczność targową. Praca Michała przekreśliła całą umowność targowych, galeryjnych stoisk, traktując je jako element czysto formalnej kompozycji. Oto precyzyjny odautorski komentarz:
"Konstrukcja dopasowana do przeznaczonego dla pracy pola, wypelnia je z założnienia po granice. Gra ciężaru i lekkości, delikatności i toporności. Każdy z użytych materiałów został w tej pracy przewidziany, rownież rozwiązania techniczne nie są przypadkowe. Od góry: sklejka drewniana lakierowana na wysoki połysk, konstrukcja drewniana, płyta laminowana, łączenia na śruby, rzepy i linkę metalową."
 Michał Budny, Big Country, 2011
drewno, sklejka drewniana, mdf, lakier, rzepy, śruby, linka metalowa.
12 cm x 800 cm x 560 cm x 560cm

niedziela, 7 sierpnia 2011

Wileński zwiad Michała Budnego

Tak dłużej już nie można. Lato tego roku wyjątkowo pracowite, plany na jesień niezwykle ambitne, a tu zupełna cisza w eterze. W takich okolicznosciach przyrody Szybki Królik podjął dramatyczną decyzję o przeznaczeniu części czasu swoich wyjątkowo w tym roku krótkich wakacji na nadrobienie zaległości na blogu, a konkretnie, zdanie relacji z bieżących zajęć artystów rastra, ich niedawnych wystaw i nadchodzących niebawem projektów. Zaczynamy dziś od Michała Budnego (jutro Agata Bogacka).
W pierwszych dniach sierpnia Szybki Królik towarzyszył Michałowi w rekonesansowej podróży do Wilna, skąd nadeszła propozycja wystawy indywidualnej w przyszłym roku w Narodowej Galerii Sztuki - nowym oddziale Muzeum Narodowego, otwartym dwa lata temu na wileńskim Zarzeczu. Placówką tą kieruje znana również w Polsce Lolita Jablonskienė, która rozwija tam bardzo ambitny program wystaw czasowych obejmujący sztukę, dizajn, architekturę XX wieku i czasów najnowszych. Muzeum (większą część powierzchni ekspozycyjnej stanowi stała ekspozycja sztuki litewskiej XX wieku) mieści się w ciekawym architektonicznie gmachu, który jest po części adaptacją ukończonego w początku lat 80. XX wieku Muzeum Rewolucji, a po części wynikiem współczesnej rozbudowy, której wyróżniającym się elementem są dwa wielkie, co nie co ekstrawaganckie "ekrany", które o dziwo pełnią również funkcję użytkową - w ich wnętrzu mieszczą się biura instytucji i pokoje gościnne. Ciekawy wkład do żywego ostatnio nurtu budowania "najwęższych domów świata" (dodatkowo, te są również krzywe).

Po nocy spędzonej w tak szczególnej przestrzeni Michał wybrał się na poznawanie miasta, które obfitowało w ciekawe otkrycia formalne (patrz zdjecie ponżej)...
...a także dokładne studiowanie przestrzeni, w których będzie realizowany jego projekt. Będzie to wystawa o charakterze site-specific złożona ze specjalnie przygotowaych instalacji, co będzie też nota bene pierwszą teo rodzaju artystyczną refleksją wobec architektury tego nowego muzeum.
A na zdjęciach poniżej - artysta na tarasie muzeum z widokiem na wileński Szanghaj, jak miejscowi przezywają obecnie tradycyjnie robotnicze Zarzecze, które ostatnimi laty gwałtwownie zmienia swój architektoniczny charakter.
I dla porównania widok w drugą stronę, na staromiejską część miasta, nad którą wciąż dominują wdzieczne barokowe kościoły oraz jak najbardziej świeckie budownictwo czasów carskich i sowieckich.
Na koniec gwoli nadrabiania zaległości, jeszcze kilka ujęć z wystawy indywidualnej Michała w Kunstmuseum w Stuttgarcie. Zaprezentował tam grupę zupełnie nowych prac, ujmujących nie tylko skalą, ale i zaskakujacym użyciem materiału oraz barokowym niemalże wydźwiękiem wciąż przecież minimalistycznych z ducha form.
Więcej zdjęć można zobaczyć i przeczytać coś nie coś w relacji Wojciecha Sztaby na stronie Kunstbriefe.
Mocną puentą wystawy (której towaryszy skromna publikacja) było nabycie dwóch prac do kolekcji stałej muzeum, monumentalnego, ponad 6-metrowego "Rysunku" (farba akrylowa, papier, rama drewniana) oraz jednego z kameralnych "luster", wystawianych na początku roku w wiedeńskiej galerii Naechst St. Stephan. Pełniejsza prezentacja prac Michała z ostatnich dwóch lat będzie dostępna w październiku w postaci albumu, którego wydawcą jest Kunstverein w Duesseldorfie, a nad którym Michał kończy właśnie prace. A już niebawem kolejne wystawy - 7-11 września pokaz w ramach projektu abc w Berlinie, 23 września otwarcie wystawy indywidualnej w galerii annex14 w Bernie, 29 września otwarcie wspólnej wystawy z Rafałem Bujnowskim w Neuer Kunstverein w Wiedniu, w październiku solowa wystawa w praskiej galerii SVIT, a na początku listopada indywidualna prezentacja w ramach targów sztuki Artissima w Turynie.

czwartek, 9 czerwca 2011

Nowe prace Sławka Elsnera w Nowym Jorku

Dwa dni temu otwarta została wystawa najnowszych prac Sławka Elsnera w galerii Marc Jancou Contemporary w Nowym Jorku. Jej tytuł to "Collecting Images", a jej główna część to nowa seria rysunków zatytułowana  "Populaire". Pomysł tego cyklu pojawił się przy okazji przygotowań do wystawy "Ostatni Film" w Rastrze, w grudniu 2010 roku. Tamże mieliśmy okazje prezentować pierwszą pracę z serii, która znalazła teraz efektowne rozwinięcie. Wszystkie rysunki łączy ten sam prosty, ale bogaty w konsekwencje zabieg - składają się one z niewielkich fragmentów sugerujących, że praca została gwałtownie zdarta ze ściany.
Z pozostałych skrawków domyślamy się jednak, że były to wizerunki na swój sposób "niecenzuralne" - pornograficzne akty? a może to tylko pierwsze, najbardziej oczywiste skojarzenie męskiego spojrzenia?
 
Paradoksalnie, pozostawiając nam jedynie skrawki domniemanej całości, talent rysownika tym intensywniej daje o sobie znać. Koncentrując się na marginaliach i stosunkowo niewielkiej powierzchni, Sławek kreuje intrygujące, miniaturowe studia tego, co pozostaje na ogół poza polem uwagi widza. Wystawia w ten sposób na próbę żarłoczną naturę ludzkiego wzroku i umysłu, które choćby wobec kilku drobnych okruchów nieodzownie domagają się złożenia luźnych części w logiczną i pełną wizualnie całość.
 
Sam wernisaż, jak na to wskazują nadesłane zdjęcia, udał się znakomicie (na zdjęciu poniżej artysta w dobrym towarzystwie).

poniedziałek, 30 maja 2011

Grzeszykowska na afiszu w Luxembourgu

Jest miesiąc fotografii w Krakowie, jest w Łodzi, jest może nawet i w Warszawie, ale jest również w Luxembourgu. Właśnie trwa jego 3 edycja, a z okładki katalogu spogląda na nas... Aneta Grzeszykowska.

 
Jej podobizna widnieje również na plakacie i zaproszeniu na wystawę "Second Lives. Jeux masques et autres Je" w Casino Luxembourg. Ta znana w Europie instytucja prezentuje w jej ramach "Untitled Film Stills" Anety - pamiętny remake legendarnego cyklu fotograficznego Cindy Sherman. Wystawa trwa do 11 września, ale zaproszenie - ze zdjęciem wykonanym na klatce schodowej kamienicy przy Hożej 42 w Warszawie - zachowam sobie jako pamiątkę na dłużej.

niedziela, 29 maja 2011

Pierwsze czytanie budżetu - PGS Sopot

Po miesiącach ciężkiej pracy udało się! Budżet za rok 2010 został dopięty. Dzieło armii urzędników, złożone z setek tabel i liczb zyskało całkowicie nową formę za sprawą Janka Simona i jego instalacji "Budżet Państwa na rok 2010". Abstrakcyjne dla większości obywateli rzędy i kolumny liczb zostały przełożone na abstrakcyjny język sztuki. Abstrakcyjny, ale sugestywny. W redakcji Simona nasz budżet to wieloelementowa, totemiczna struktura sugerująca integracyjną, rytualną naturę. Poszczególne obiekty są zarazem precyzyjną wizualizacją danych liczbowych, można więc je również czytać jak statystyczne słupki i wykresy. Koneserzy sztuki odnajdą tu z kolei uwodzące formalne nawiązania do prac Katarzyny Kobro czy Andre Cadere. Instalacja jest intrygująca na wielu poziomach, budzi też szacunek dla samego artysty, który podjął się drobiazgowej pozytywistycznej roboty. "Władzy trzeba patrzeć na ręce" - powitał zgromadzonych na czwartkowym wernisażu gości Janek Simon. W odpowiedzi padły konkretne pytania: "Gdzie jest ZUS? A gdzie kultura?"
"Budżet Państwa na rok 2010" to niezwykły eksperyment artystyczny, który ukazuje cokolwiek zapomniany potencjał języka sztuki i uwidacznia wyrafinowane formy jakie przybiera współczesna państwowa biurokracja.
Budżet widziany z antresoli, podzielony wg 22 funkcji państwa.
 
Społeczeństwo i jego budżet.
Na pierwszym planie - dochody Państwa, w głębi - budżety wojewódzkie.
Deficyt budżetowy.
Janek Simon wyjaśnia szczegóły budżetu Geraldowi McMasterowi, kuratorowi przyszłorocznego biennale w Sydney.

W samym środku - ZUS.

czwartek, 26 maja 2011

Libera we Wrocławiu i Tel Awiwie

Jeszcze jeden news z niedawnej wyprawy do Wrocławia. W tamtejszym Muzeum Architektury trwa kolejna wystawa prezentująca nowe nabytki do kolekcji Dolnośląskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Tej kolekcji warto się przyglądać i warto jej kibicować, bo według planów będzie ona stanowić zaczyn zbiorów powstającego we Wrocławiu Muzeum Współczesnego. Otwarcie tymczasowej siedziby tej instytucji w schronie przy placu Strzegomskim zapowiedziano na 2 września tego roku.
Wśród prezentowanych teraz nabytków uwagę zwraca jedna ze sztandarowych prac Zbigniewa Libery z lat 80. - "Eroica".

W darze od artysty i w depozycie znalazły się też dwie lalki z serii "You can shave the baby".
W ten sposób, te historyczne już prace, znalazły wreszcie godne miejsce stałego pobytu.
Tymczasem - i tu krok w czasie i przestrzeni - wstępna wersja pracy "Robotnicy" z cyklu "Pozytywy" (2002) trafiła właśnie na wystawę grupową "Professionals" w Rosenfeld Gallery w Tel Awiwie. Wernisaż już dziś, a wystawa będzie czynna do 2 lipca br.

wtorek, 17 maja 2011

WROcławska nagroda dla Igora Krenza

O niewierny Tomaszu! Po wielu latach wątpienia, a nawet publicznego obnoszenia się z przekonaniem, że coś takiego jak Biennale Sztuki Mediów WRO we Wrocławiu nie istnieje, Szybki Królik odbył inicjacyjny skok w sam środek gorącego od WRO Wrocławia.
I faktycznie - projekcje, wykłady, wystawy, performensy, koncerty, goście z kraju i zagranicy - wszystko to dzieje się naprawdę. Zrazu też w w festiwalowym tłumie objawiły się znajome twarze państwa Krenzów z Warszawy. Igor Krenz jest zasłużonym, wielokrotnym uczestnikiem biennale WRO, wcielał się już tu w rolę zarówno artysty jak i jurora. Można nawet odnieść wrażenie, iż posiadł szczególny status rezydenta WRO. W tym roku była to jednak rezydentura wyjątkową aktywna. Najnowsza praca Igora prezentowana jest w ramach głównej wystawy biennale. To próba rozwiązania nurtującego twórcę dylematu jak stworzyć uniwersalny obraz filmowy, który zachowa pełnię swoich właściwości zarówno w telewizyjnym formacie 4:3, jak i filmowym 16:9. Zaprezentowana we Wrocławiu instalacja wykorzystuje klasyczną technikę charakterystyczną dla niezapomnianych, pionierskich dzieł wczesnej sztuki wideo z lat 60. i 70. - czyli transmisję na żywo bezpośrednio z kamery na podłączone do niej monitory. Zaproponowane przez artystę rozwiązanie, choć jeszcze nie w pełni doskonałe, zdecydowanie przybliża widzów do tego szczęśliwego momentu w którym, z ekranów telewizyjnych zniknie deformacja.

Ale to nie koniec, właściwie dopiero początek. W kameralnej przestrzeni Atelier WRO przy ul. Kuźniczej prezentowana jest indywidualna wystawa Igora pt. "Morfologia matematyczna w teledetekcji".
 
Ten szczególny projekt miał swoją premierę parę miesięcy temu w krakowskim Goldex Poldex, gdzie zebrał szereg entuzjastycznych recenzji. Teraz zyskał doskonały kontekst jako część programu Biennale Sztuki Mediów. Wystawa, składająca się z kilkunastu onirycznych filmów wideo prezentowanych na gęsto spiętrzonych monitorach oraz kilku obiektów, obrazów, kompozycji naściennych i katalogu stanowi poważne wyzwanie dla wszystkich poważnie zainteresowanych związkami współczesnej sztuki, nauki i technologii. Niezależnie od uwodzącego suspensu jaki wpisany jest w ten projekt, a którego tu na wszelki wypadek nie zdradzę, trzeba podkreślić, że wystawa Krenza zastawia również pułapkę na powierzchownego, rozbawionego nią widza. Niespodziewanie, najzupełniej poważnie "Morfologia..." staje w obronie hermetycznego języka sztuki i jego autonomii.
 
Szczęśliwie w swoim entuzjazmie wobec tego projektu nie jestem osamotniony. Wyrazem tego nagroda, którą uhonorowano artystę podczas tegorocznego WRO. Po raz pierwszy przyznana Nagroda Krytyków i Wydawców Prasy Artystycznej (w wysokości 5000 pln) trafiła właśnie do Igora Krenza za "Morfologię matematyczną w teledetekcji". Cieszymy się i gratulujemy artyście!